Archiwa tagu: zwykłość

Z jednej strony – unboxingi jak gwiazdy YouTube, kolorowe pudełka, ze wstążką, wyściełane papierem, bibułką, wyłożone złotą folią. Z drugiej strony jednak, jak Hanka Mostowiak wpadła w kartony, to już z nich nie wypadła. To jak to jest, z tymi kartonami? No cieszą. Cieszą przez chwilę, do otwarcia i do momentu, kiedy znajdą się w kontenerze na papier albo zmieszane. Nawet te błyszczące. Podobno liczy się jednak wnętrze – jak w Kinder Bueno nadzienie, co można się po nim rozpłynąć jak czekolada na słońcu. A radość z kokardki, to wlicza się w cenę, dodatek za taką chwilową przyjemność, choć nikt…

Czytaj dalej

Z definicji luźny, bardzo swobodny, co najmniej jak trzyosobowy namiot i można się czuć jak młodsza siostra starszego brata, co zabrała mu bluzę z kapturem nawet, jak tego brata się nie ma. Z mojej definicji. Bo jak jest naprawdę, to nie mam pojęcia. Ale też lubię mieć na sobie te luźne ubrania, czasem udawać hip hopowca, a czasem żagiel, jak nad morzem mocno zawieje. A poza tym, to jedyny rozmiar, który nic nie określa, jest uniwersalny i pasuje na wiele osób, niezależnie od wąskości talii, wielkości biustu i szerokości bioder. LUŹNY, po prostu. To w tej luźności można się właśnie…

Czytaj dalej

Lubię słuchać ludzi o różnych zdaniach, umiejętnościach i wiadomości, o których sama nie miałam pojęcia. Słuchałam więc sobie ostatnio o ciele, ruchu i o tym, że jednak go bardzo potrzebujemy – tego ruchu. Ciała zresztą też.  No bo siedzimy 8 godzin w pracy i to jest okej, kolejne półtora w aucie albo tramwaju i jeszcze dwie przed telewizorem. A potem szkoda jest zmarnować jedną na spacer. Jedną. No szkoda. Jest coraz wygodniej. Paczkomaty z każdej strony bloku, sklepów  więcej i przybywa miejsc parkingowych. Wszystko po to, żeby było nam łatwiej. Tylko czasem to łatwiej nie oznacza wcale, że lepiej. Mało…

Czytaj dalej

Czasem potrzeba. Czasem tak bardzo potrzeba posłuchać nic, że aż boli. Mnie ukuło jakiś czas temu i tak zostało do teraz, nie mam nic przeciwko, niech sobie pobędzie.W pewnym momencie drażni – gwar w pracy, muzyka z głośników, dźwięki z filmów i w ogóle za dużo na raz. Bo kiedyś to mogłam cały dzień nawet słuchać piosenek, żeby lepiej się szyło, biegało i kręciło hula hopem rano. No i już nie mogę. Kiedyś nie wyobrażałam sobie jak to w tej ciszy cały czas można być, a teraz jestem. Kiedyś prawie równolegle z otwarciem oczu odpalałam komputer, żeby włączyć Spotify, a…

Czytaj dalej

Wyobrażałam sobie kiedyś, jak wysiadam z drogiego auta, oczywiście w szpilkach, z torebką zawieszoną na zgięciu łokcia, mocno podkreślonymi ustami i ze smartfonem w ręce. Wiecie, taka ‘ja’ w przyszłości. I bardzo długo myślałam, że kiedyś, kiedyś to ja będę właśnie taka elegancka. Będę miała garderobę, codziennie torebkę będę dobierać do nastroju, a w toaletce to schowam wszystkie palety cieni świata.  No i po odrobinie tego luksusu sobie sprawdzałam. Pierwsze botki na obcasie, przez które ubranie zmienia się w stylizację albo wyjściowy outfit i torebka, lakierowana, tłoczona, czarna, ze złotymi wstawkami. No dama. Okazało się jednak, że biegać do tramwaju…

Czytaj dalej

5/5