Wszystko kiedyś się kończy

Wszystko kiedyś się kończy

Wszystko kiedyś się kończy. Kończy się film na Netflixie, promocja na jajka w Biedronce i kawa w najmniej spodziewanym momencie. Kończy się lato, kończy się sezon na lody i dynię na przykład. Kończy się dzień, noc i kończy dzieciństwo. Kończy się zeszyt od matematyki, playlista na YouTube i truskawki na ryneczku.

Ludzie też się kończą. Wyczerpują czasem i mają swoją sezonowość albo czas – jak promocje w Lidlu. A potem wyświetlają się napisy końcowe, których właściwie już nikt nie czyta, ale to znaczy, że już minęło. Że zacznie się coś innego, tylko będzie trzeba poszukać, włączyć i zdecydować. 

Bo może to życie składa się z odcinków, jak serial. Może każdy sezon jest od czegoś innego i tylko nie wiadomo, czy będzie ich 5 czy 15. Czasem urywa się w połowie jak nieprzewidziany scenariusz, czasem wcale się nie kończy albo kończy zbyt szybko. Czasem nie zostaje po nim nic albo zostają okruszki. Czasem nie ma do czego wracać i pora rozpocząć nową historię.

Ja też rozpoczynam, choć nie wiem, który to sezon w tym serialu zwanym Życiem. Ale czuję, że potrzebuję nowego początku, przestrzeni i nowej czołówki. Potrzebuję wymazać gumką poprzedni scenariusz i już do niego nie wracać. Choć naprawdę nie mam pojęcia, co będzie w tym kolejnym i kto tam będzie grał. Może stanę się nową postacią, nadal związaną ze sobą, ale już w innej roli. Może poprzednia się wyczerpała i może trwałam w niej nawet zbyt długo.

Jest zimno, deszczowo, jest jesień i są kałuże. Wcześnie robi się ciemno, drzewa robią się gołe, chodniki robią się mokre. Czajnik gwiżdże już częściej, herbaty jest więcej, wosk topi się w kominku. Robi się trochę smutno, trochę obojętnie, bardzo samotnie. Przywilej jesieni. Do spania tuli szemranie deszczu, szum tramwaju i szept kapiącej wody spod prysznica. A pomiędzy wschodem a zachodem słońca jest przestrzeń na szkic nowego scenariusza, który na razie jest pustą kartką. I pustką w sercu. 

Pewnego dnia się zacznie. Pewnego dnia powstanie czołówka i będą próby. Od razu na żywo i nawet, jeśli będą błędy. Pewnego dnia nabierze rozpędu. Pewnego dnia się zatrzyma. Pewnego dnia ktoś wciśnie pauzę, a potem wznowi raz jeszcze. Pewnego dnia może się skończy, a może napisy końcowe nie wyświetlą się zbyt prędko. Pewnego dnia dowiemy się, co będzie dalej.