Zanim odejdę

Zanim odejdę

Od czasu do czasu albo nawet bardziej regularnie przychodzą różne refleksje. No to przyszły i tym razem, może potrzebne i we właściwym momencie, bo nie mogłam znaleźć odpowiedzi w głowie na pewną rozterkę. A na kilka nadal nie mogę. Ale po kolei.

W zestawieniu dobrych rzeczy tegorocznych, między kategorią ‘rozwój’ i ‘nowości’ znalazł się podcast. Bardzo chciałam sprawdzić, jak to jest mieć własną audycję radiową, jak Ci wszyscy, których słucha się po drodze w tramwaju albo w aucie. Chciałam też przekazać czasem coś więcej niż mogę w słowie pisanym i dotrzeć inną drogą, przez ucho do serca, bo na żołądek to jeszcze przyjdzie pora. Zahaczając o kolejny zmysł, nie wiedziałam tylko, czy chcę mówić o tym, co nurtuje środek – jak człowiek, czy o tym, czego o tekstyliach, nadmiarze i sprytnych zabiegach reklam, jak typiarka, co studiowała włókiennictwo.
No to tak to sobie było, na liście za i przeciw, czy razem, czy jednak osobno, aż uzyskało status zawieszenia.

Mniej więcej tydzień temu albo prawie półtora, myślałam sobie o tym, że pewnego dnia zostaną po nas tylko okruszki, jak po sobotniej chałce z masłem i kruszonką na wierzchu. I to jest takie oczywiste, że ta chałka szybko zniknie, a jak świeża i ciepła, to już w ogóle. Ale my jednak nie wiemy kiedy to będzie i oby jednak nieprędko.
Pomiędzy grubo ukrojoną kromką a horoskopem i wróżeniem z ręki doszło do mnie, że niczego rozdzielać nie trzeba. Że zupełnie zwyczajnie i lekko mogę powiedzieć o tym, dlaczego tak wcześnie wstaję, za co lubię codzienność, z czym nie czuję się okej. I równolegle też o tym, kiedy akryl miał jeszcze zostać wełną, że poliester w umiarkowanych ilościach jest potrzebny i jak po prostu czasem wybrać coś trochę lepiej. Bez definicji, podręcznikowych słów i tematów, na których wcale się nie znam.
Szczerze, po prostu, podzielić się tym, co wiem albo co czuję, to wszystko.

A potem pojawiła się kwestia tego, jak ten podcast jeszcze nazwać. Bo bardzo prosto byłoby wybrać ‘Kroi się’, ale tak naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Ile będę szyła i czy kiedyś jeszcze jednak się nie przebranżowię. Bo jedna z potężniejszych i powracających rozterek to nadmiar, a ja mimo, że przetwarzam to, co już jest, to jednak też produkuję, potem sprzedaję, bo chcę się utrzymać – jak każdy, a potem razem z paragonem drukuję sobie w środku wyrzuty sumienia, że wcale tyle wszystkiego nie potrzebujemy. I nie chodzi mi tu tylko o nerki.
No to sobie połączyłam te kropki w całość i wyszło mi, że najzwyczajniej w świecie chciałabym się podzielić różnymi tematami – zanim odejdę. Z zawodu albo jak ta poranna chałka. 

To  zanim odejdę powiem, co mam w środku. A potem zobaczymy.

O wyścigach, miejscu na próbowanie, jak łatwo jest zostać samemu i że czasem lepiej jest sobie zbudować podpórkę, bo brakuje wsparcia. Że w akrylu to jednak może być ciepło, choć potrafi się elektryzować, ale nie można mieć wszystkiego. Że bawełna też ma swoje za uszami i moda na polskie marki. Że wyrzuty sumienia można zagłuszyć, ale od problemów to nigdy się nie ucieknie. Że w zmianach nie ma nic złego i nie trzeba robić tak, jak wszyscy, większość lub najbliższe otoczenie. Że zawsze jest jakieś wyjście. Że czasem trzeba sobie popłakać i pokruszyć bardziej niż kubek z porcelany. I nigdy nie wiadomo, czy uda się poskładać na nowo i może czasem lepiej, jeśli poskładać inaczej. Bardzo szczerze.

Usłyszymy się.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.