Tryb oversize

Tryb oversize

Z definicji luźny, bardzo swobodny, co najmniej jak trzyosobowy namiot i można się czuć jak młodsza siostra starszego brata, co zabrała mu bluzę z kapturem nawet, jak tego brata się nie ma. Z mojej definicji. Bo jak jest naprawdę, to nie mam pojęcia. Ale też lubię mieć na sobie te luźne ubrania, czasem udawać hip hopowca, a czasem żagiel, jak nad morzem mocno zawieje. A poza tym, to jedyny rozmiar, który nic nie określa, jest uniwersalny i pasuje na wiele osób, niezależnie od wąskości talii, wielkości biustu i szerokości bioder. LUŹNY, po prostu.

To w tej luźności można się właśnie zakochać. Sprawdzać, jak faluje materiał i patrzeć na swój cień, który kołysze się jak flagi podczas świąt narodowych. Czuć, jak przyjemnie otula, nie przykleja się wcale do ciała i jest tak swobodnie jak wtedy, kiedy mama w letnie upały szykowała o trzy rozmiary za duże koszulki, byle było przewiewnie. Wiedziała najlepiej.

Pomiędzy codziennymi podkreśleniami kształtów, opinaniem wybranych partii ciała, ściskaniem paskiem i dopięciami guzików, ta swoboda jest najwspanialsza. To jak pójść i sztachnąć się morskim powietrzem, jeśli cały czas mieszka się w mieście między blokami. To taki oddech i jakaś wolność, co odkrywa się na nowo. Że to tak można i nie pilnować wcale, na którą dziurkę od paska zapnie się tym razem.

To miło tak, taką swobodę poczuć, po prostu. Nie określać się metką, bo to nikomu do szczęścia niepotrzebne. Wiatr łaskocze, wpada pod spód i wypada między guzikami. Koszula otula, bluza rozgrzewa i jest tak przyjemnie, jak dawno nie było. Bardzo polecam takie letnie o(d)krycie.

Jakby ktoś mnie teraz zapytał, jak wyobrażam sobie swój styl w przyszłości, to bez wahania powiedziałabym, że to żagiel. Ale kiedyś, kiedyś chciałam być elegancką damą, co talię podkreśla szerokim paskiem. A potem przekonałam się, co wolę. To właśnie tak:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.