Czy czarny naprawdę przyciąga słońce?

Czy czarny naprawdę przyciąga słońce?

Odkąd pamiętam, mama zawsze na lato uznawała tylko kolor biały – od koszulki, po buty, przez spodnie i sukienki. Ewentualnie jasny, w kierunku białego. Być może czarny wydawał się zbyt smutny na duże upały, a może to dlatego, że zawsze kupowała proszek tylko do białego.

Pół żartem, pół serio, ale takie przekonanie panuje, że czarny przyciąga słońce, a w jasnym to latem chłodniej. No to jak jest naprawdę?

Kto nigdy nie czuł się latem w czarnej koszulce jak masełko roztapiające się na toście, niech pierwszy zrobi gryza. Prawda jest taka, że czarny naprawdę kocha słońce. W przypadku jasnych kolorów, to uczucie nie jest tak silne, ale wiadomo, w miłości to różnie bywa. 

Czarny ślubował, że w zdrowiu, szczęściu i na wieki, na sali nikt nie wyraził sprzeciwu, przysięga zapadła. Od tamtej pory wiernie pochłania promieniowanie słoneczne, zamieniając je na ciepło – najprościej mówiąc. Taką właściwość mają w ogóle ciemne kolory, ale czarny to największą. Dlatego czujemy się jak gorąca patelnia.

Biały tego nie robi. Biały działa w drugą stronę i promieniowanie odbija. Przypomnijcie sobie, jak bardzo razi śnieg w słoneczny, zimowy dzień i jak bardzo na nartach można sobie buzię opalić. Tak to działa.

Ale żeby nie było zbyt prosto, zawsze są dwie strony medalu….

No bo skoro biały odbija światło, to czemu pianki surferskie są czarne? A odzież outdoorowa jest z reguły w ciemnych kolorach? Czy rekiny boją się czarnego, a w dżungli to lepiej wtopić się w tło? 

  • biały odbija światło, ale jednocześnie przepuszcza więcej (szkodliwego) promieniowania,
  • woda potrafi osłabić działanie kolorów – podejrzewam, że dla surfera spędzającego dużo czasu na słońcu bezpieczniej jest w czarnym, a potem szybciej wysycha. No i cieplej, bo w wodzie potrafi być zimno, a czarny neopren świetnie izoluje. I ta izolacja jest najbardziej kluczowa, a kolor to +3 grosze do całości,
  • nie mam pojęcia, czego boją się rekiny :),
  • być może oliwkowe kolory są mniej widoczne w dżungli, a biały działałby jak odblask, ale to właśnie te ciemniejsze pochłaniają więcej promieniowania.

Powstaje więc taka prosta zależność i można powiedzieć, że nic nie jest czarno – białe. Bo choć w czarnym gorąco, to promieniowania do ciała dociera znacznie mniej, w białym chłodniej, za to promieniowania przepuszcza więcej. Istnieją jeszcze filtry UV – tak, jak w kremach, to w ubraniach. To dodatkowa super ochrona, jeśli na takiej komuś zależy, ale jeszcze mało jej w codziennych częściach garderoby. Można szukać w sklepach sportowych, na dziale z plażingiem – tam zwykle jako koszulki surferskie i na dziale z turystyką, bo tam też zdarzają się pojedyncze sztuki. 

Czynników na to pochłanianie (lub nie) promieniowania jest więcej, bo to i splot i grubość, a nawet skład materiału. Tkaniny i wykończenia mają nawet swoje indeksy związane z ochroną przeciwsłoneczną – jak balsamy familijne, które zabiera się na wakacje.

Wydaje mi się, że mało kto wie, że ubraniem można się jakkolwiek chronić, regulować ciepło i ilość promieniowania, która do nas dociera. Nie oznacza to wcale, że powinniśmy latem chodzić cały czas w czarnym – czarny ma też swoje za uszami (ale o tym innym razem). Myślę, że lepiej to regulować słoneczną ekspozycję i plażowanie, a ubierać to, w czym każdy czuje się dobrze. Ale potwierdzam pytanie z tytułu, że w czarnym cieplej, bo jednak kocha to słońce i raczej nie przestanie.  A nam pozostaje kochać lody truskawkowe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.