Boję się, że za chwilę świat będzie zbyt nowoczesny

Boję się, że za chwilę świat będzie zbyt nowoczesny

Boję się o to tak samo, jak o to, że mija 4 miesiąc bez uczuć. W styczniu najlepiej wyszła mi bezsenność, metr szalika i żadne plany, które wpisałam między linie kalendarza, że przecież się zabiorę. Nie zabrałam.

W jedną z tych bezsennych nocy zainstalowałam aplikację Ikea i wybierałam meble do domu, którego nie mam. Zapisałam na liście granatową, pluszową, narożną kanapę. Zapisałam duże łóżko, duże biurko do tworzenia rzeczy różnych i trzy szafy – na dwa sezony, odkurzacz i mopa. A potem zaczęło świtać i być może kiedyś zdecyduję już na żywo, czego mi potrzeba, poza stołem do śniadań i do postawienia błękitnego wazonu w kształcie ryby.

Od czasu do czasu sprawdzałam różne ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości. Chciałam zobaczyć, czy coś z tych obrazków mogłabym nazwać domem i czuć się jak u siebie. Tak szczerze i naprawdę. Na olx wybierałam losowe lokalizacje i po którejś próbie z kolei pomyślałam, że to wszystko jest tak bardzo nowoczesne. Jak z katalogu sklepu meblowego, w którym nie ma nikogo. Brakuje przytulnych, zwykłych miejsc i ścian pokrytych ciepłem. Brakuje poczucia bezpieczeństwa, drewnianej podłogi do chodzenia w skarpetkach i łazienek bez ostrego światła. W Koszalinie tylko znalazłam w łazienkach okno i zawsze myślałam o tym, że to byłoby piękne, mieć w łazience okno. I pralkę z normalnym bębnem, bo tym ładowanym od góry to jednak nie ufam.

Zrozumiałam, że naprawdę brakuje mi domu. Takiego o zapachu kawy, który by czekał i na pewno w środku byłyby kolory ciepła i Bałtyku.

A potem byłam jeszcze pomóc opróżniać mieszkanie, w którym czyjeś życie się skończyło. Patrzyłam na piękną porcelanę i żałowałam, że sama nie zauważyłam półmiska w ryby, bo bym go wzięła i kochała, jak kocham Bałtyk. Ale dostałam dwie szklanki ze wzorem w łódkę, morze i mewy. Dostałam dużo pięknych serwetek, materiałów i obrusów, haftowanych kiedyś i nienaruszonych przez kilkadziesiąt lat. Przeglądałam kilka razy, sztuka po sztuce i myślałam o tym, jak bardzo dzisiaj brakuje szacunku do rzeczy i jak bardzo chciałabym się nimi zaopiekować. Jak czasem opiekuje się ludźmi, kiedy tego potrzebują. Szczerze i prawdziwie.

Z nowoczesnym światem, wytworami AI i natychmiastową dostępnością nie wygram. Ale one nie mają w sobie uczuć, a ja się staram, żeby do mnie wróciły i wypełniły po brzegi z taką lekkością, jak ogromne balony z helem na odpuście.

Przede mną kolejna próba dawki szczęścia na rano, w południe i spokoju na wieczór. Liczę, że w lutym prześpię więcej niż 6 nocy, jak było w styczniu. Ale już nic nie planuję, żeby nie patrzeć na to, co się nie wydarzyło. Bo boję się jeszcze czasem albo często, że nie zasługuję na ludzi. Bo oni wolą tych na co dzień uśmiechniętych, zabawnych i opowiadających ciekawe rzeczy, a ja w sobie nie mam teraz nic. I boję się, że nikt takiego pokruszonego człowieka by nie chciał.

W marcu przyjdzie już wiosna.