Od kilku lat nie przepadam za Sylwestrem. Właściwie jest dosyć smutny. Zwykle próbuję go przespać i tylko o północy budzą mnie krzyki, fajerwerki i czasem telefon od mamy z życzeniami, żeby w kolejnym było lepiej. Jakieś dwa lata temu pomyślałam, że tego kalendarzowego nie będę obchodziła aż tak i oblewała szampanem. Że będę to robiła kiedy indziej – w marcu, na kilka dni przed wiosną i w dzień urodzin. Osobisty początek roku, bez fajerwerek, oblewany kawą i mam nadzieję, że tym razem też wodą z Bałtyku. Z tatuażem na prezent, jak zwykle niewielkim i na prawej ręce, z której kiedyś będzie można wyczytać całą historię. Nowy Rok wcale nie huczny i bez zarwanej nocy, ale z miejscem na myśli i miłe drobiazgi, po prostu.
Dzień po świętach w pracy było cicho. W pokoju zamiast 10 osób obok, była tylko jedna i prawie nikt nie pytał, jak minął czas. Nie musiałam się do nikogo odzywać, mogłam w tej ciszy i w pluszowej bluzie nadrobić część swoich obowiązków. A potem było mi nawet szkoda, że takich dni więcej nie będzie, bo chyba teraz potrzebuję spokoju, bez głośnych dźwięków i zbędnych pytań. Wyszłam na rześkie, grudniowe powietrze.
Ta sama, półgodzinna droga do mieszkania albo do pracy wydaje mi się teraz niesamowicie długa, jakbym prawie w ogóle się nie przesuwała. Zresztą, dużo z automatycznych, codziennych czynności jest teraz bardziej odległe niż kiedykolwiek. To dziwne uczucie, jakbym była dla siebie kimś nieznajomym.



Nie będę robiła żadnych podsumowań. Przed końcem 2024 przestałam być po prostu silna, odważna i przestałam udawać – przed sobą najbardziej. Zlałam się z szarą kanapą, żółtym kocem i woskiem ze świeczki. W ostatnich dniach patrzyłam tylko na mgłę za oknem, kiedy było ciemno i gasiłam lampkę dopiero w południe, choć było już jasno. Wieczorami często nie mogłam zasnąć, nie wiedziałam, którą książkę chcę czytać i było mi naprawdę już wszystko jedno.
W sobotę wieczorem odłożyłam uszytą choinkę na szafę i jeszcze tylko zostały żelowe witraże na oknach. Od samego patrzenia jest mi przykro, że tym razem nie czułam świąt i cynamonu. Mam wrażenie, że w środku ktoś wyczyścił mi cały dysk ze wspomnień, uczuć i emocji. To jak nieplanowana awaria systemu w komputerze, po której traci się najważniejsze dane i nigdzie nie ma zapasowej kopii.
Z planów na 2025 to mam tylko taki, żeby odnaleźć szczęście i siebie…
Do zobaczenia i przeczytania – oby z czasem pogodniejszego.


