SMS na 2025

SMS na 2025

Od jakiegoś czasu mniej patrzę przez ekran na życia innych. Trochę milknę, trochę uciekam i trochę nie mam siły. Tegoroczny grudzień nie pachnie cynamonem, ale koi od czasu do czasu zimową herbatą emocje, których nie ma. Jakby ktoś wymazał je gumką na końcu ołówka, zostawił pustkę i miejsce na łzy, co topnieją jak śnieg na wiosnę.

Pomiędzy tym wszystkim, zastanawiam się, co będzie z 2025 rokiem poza tym, że na kolację sylwestrową upiekę frytki. Ostatnio ktoś to ładnie powiedział, że można sobie planować życie i całkiem to słuszne, ale się nie przywiązywać. Bo ono wszystko może zmienić i niekoniecznie piszą o tym w horoskopach nawet, jeśli by sprawdzić we wszystkich gazetach dostępnych w Empiku.

Pomyślałam po prostu, że 2025 będzie spod znaku SMS. Krótkich wiadomości, w rozwinięciu Sport Miłość Szczęście, których tym razem tak bardzo zabrakło. Poza kilkoma spotkaniami z Bałtykiem i podróżą pociągami dookoła Polski, nie będę robiła dalekich planów. Wiem tylko, że latem chcę poczuć słone powietrze we włosach i wsunąć stopy w chłodną, morską wodę, jak wsuwa się zawsze pod kołdrę. Że chcę spędzać najcieplejsze popołudnia na rowerze, dbać o siebie i pokochać – tylko nie wiem jeszcze, czy będą to lody chałwowe, złote słońce czy kogoś obok. Zostawiam to życiu, bez oczekiwań.

Pomyślałam też, że chcę zrobić coś bardziej rozwijającego dla siebie. Coś, czego przez długi czas nie robiłam i co zaniedbałam. Sprawdzałam palcem na ślinę w którą stronę wieje wiatr i gdzie wskazuje kompas ciekawości. A on mnie pokierował w stronę zdjęć i uczuć, które chciałabym przekazywać obrazem, ruchem, dźwiękiem i słowami. Wybieram się na kurs fotografii, a na internetowych serwerach czeka na mnie jeszcze taki, z tworzenia treści w różnych formach. Poza tym, dołączę jeszcze francuski, którego uczyłam się w liceum i piekłam brioszki o piątej rano na jedną z lekcji. Bardzo mi się to podoba, ale chciałabym tym samym poćwiczyć pamięć, bo boję się, że pewnego dnia zniknie i już nie wróci.

Gdybym miała zrobić szkic na 2025, to byłby on właśnie taki. Pokoloruję go w trakcie, jak tablicę na Pintereście, do której przypięłam ostatnio mnóstwo obrazków i słów. Bo tym się zajmowałam najczęściej, kiedy nie patrzyłam na życia innych przez ekran. To była jedyna aktywność, do której się zbierałam z nadzieją, że kiedy wrócą mi siły, jak Herkulesowi w bajce, to wtedy będzie właśnie tak. Spokojnie, czule, szczęśliwie. Po prostu i po zwykłemu.