Zwyczaje, których nie wynosi się z domu

Zwyczaje, których nie wynosi się z domu

Nikt nie uczy w domu, czy mleko dodaje się do płatków, czy płatki do mleka. Czy z drożdżówki najpierw wyjada się kruszonkę czy gryzie w całości. Czy jak iść z kimś w parze, to z prawej czy z lewej strony. Czy kawę pić gorącą, wystudzoną, a może jeszcze z mlekiem

Osobiste zwyczaje, nabyte znikąd i co najwyżej ze swojego doświadczenia. 

Spanie na prawym boku, koniecznie od ściany.
Rozwarstwianie słodyczy i dzielenie batonów na części, choć zostały złożone po to, żeby jeść je w całości.
Maczanie kruchych ciastek w herbacie, póki nie rozmiękną za bardzo.
Odkrajanie skórek od chleba, zostawianie piętki albo zjadanie zeschłych sucharków.
Jajka na miękko, na twardo, albo tylko w postaci omleta.
Zakrywanie się kołdrą po szyję lub ledwo co.
Wstawanie wcześnie rano, zasypianie późno w nocy albo niedaleko po dobranocce.
Smarowanie kromki masłem przed posmarowaniem nutellą.
Z lodów tylko sorbety, tradycyjnie śmietankowe albo najbardziej wymyślne, jakie ktoś ukręcił danego dnia.
Zawsze w wafelku.

Każdy ma jakieś przyzwyczajenia i każdy inne. Nie ma dwóch identycznych ludzi i puzzli w sumie też nie. Dopiero całe tworzą ładny obrazek, jak się już ułoży i włoży trochę pracy, choćby miał to być jeden, długi wieczór.

Czasem sobie myślę, że wzajemnie ze sobą też trzeba się poukładać. Dopasować do czyjegoś trybu w kawałku, znaleźć kompromis i wspólne połączenie. Że ten system 0:1, o którym było na informatyce, to między ludźmi się wcale nie sprawdza i może dlatego został tylko w komputerach.

Kiedyś usłyszałam, że jak nie jem mięsa, to się nie dogadamy. Jakby sałata była największą przeszkodą. A potem myślałam dalej, że może przeszkodą dla kogoś będzie to, że lubię wczesne poranki, dzbanek gorącej kawy i że rozdzielam wszystko na warstwy. Zaczęłam się obawiać, czy te osobiste zwyczaje nie będą przeszkadzać za mocno i czy w ogóle będą do zaakceptowania. Tak samo, jak czyjeś spanie do możliwie późnej godziny i nie ścielenie łóżka zaraz po wstaniu. 

Tylko naprawdę każdy ma coś. Coś, co nie jest wcale usterką, a czymś charakterystycznym, co właściwie można byłoby wpisać w rubryce “znaki szczególne” w dowodzie osobistym, gdyby było tam więcej miejsca. Pomiędzy wszystkim zastanawiam się, czy dorośli ludzie mają w sobie odpowiednio dużo ciekawości i wyrozumiałości do kogoś obok, żeby go poznać wystarczająco dobrze i zbudować relację, zamiast z góry zakładać, że puzzli nie da się ułożyć.