(Nie) rozumiem cię

(Nie) rozumiem cię

Nie każdemu można powiedzieć „rozumiem cię”. I to nic złego, bo jeśli nie było się w podobnej sytuacji, to nie wie się, jak to jest. Nie wszyscy mają jednakowe problemy i „wszystko będzie dobrze” też nie pasuje do każdego. Bo jak komuś właśnie kruszy się świat (cokolwiek by to nie było), to on nie wierzy, że będzie dobrze. Czasem może lepiej jest powiedzieć „jak potrzebujesz, to jestem” albo po prostu „wspieram”.

Zrozumienie nie jest łatwe. Rozumiemy siebie wzajemnie w nielicznych sytuacjach, a w innych możemy się jedynie domyślać i nie mamy nawet gwarancji, czy dobrze. Czasem słowa drażnią, dotykają jakiejś warstwy, która nie wierzy i nie dopuszcza tego do siebie. Czasem słychać „nie przesadzaj” lub „inni mają gorzej” i wtedy wcale nie jest lepiej. Wtedy nawet nie chce się już opowiadać, odzywać i usuwa się w cień.

Sama się usuwałam i odsuwałam od ludzi, którzy nie rozumieli. Nie miałam im tego za złe, ale nie miałam też ochoty więcej się tłumaczyć. Wiedziałam, że to nie pomoże, bo ktoś wcale nie miał podobnie. I nigdy bym mu nie życzyła, żeby miał.

To było dość przykre, zamykające i umniejszało temu, że właśnie dla mnie rozpadł się świat. Że nie mam po co budzić się rano. Że nie potrafię poradzić sobie z jakąś sytuacją. Ale przecież inni…

Nie możemy niczego od siebie oczekiwać. Możemy być jedynie dla siebie nawzajem i służyć oparciem, kiedy ktoś się chwieje. Nie trzeba wczuwać się w czyjąś rolę, tylko po prostu być. Nie trzeba pędzić na sygnale, tylko dać znać, że jakby co, to mogę pobyć obok. W końcu nikt nie ma czasu analizować całej sytuacji. Każdy ma swoje życie, zmartwienia i coraz mniej miejsca na kogoś innego.

Mam wrażenie, że ludziom w życiu często brakuje takiego zwykłego wsparcia. A z bliskich stron to najbardziej. Ale każdy ma jakieś wyobrażenie i wbrew pozorom – ocenę. Bo nie oceniać się nie da (niech pierwszy rzuci poduszką ten, kto nigdy tego nie robił). Tylko czasem ocenia się zbyt pochopnie.