Na wiosnę chciałabym być szczęśliwa

Na wiosnę chciałabym być szczęśliwa

Zapisałam to sobie jakiś czas temu, a wiosna już za dwa tygodnie. Wciąż myślę, że to wszystko minie, jak ręką odjął i wciąż uczę się cierpliwości. Zauważam pewne rzeczy, schematy i to, co dotąd było niewidzialne albo udawałam, że widzieć nie chcę. Nie na wszystko mam rozwiązania, a na cztery prawie bezsenne noce przypada jedna, bardzo długa, z której ciężko jest mi się dobudzić. Pewnego ranka widziałam pierwszy, różowy wschód słońca i żałowałam tylko, że w odbiciach okien bloku naprzeciwko, a nie na żywo

Jeszcze zimą, w jeden z tych najciemniejszych i najgorszych dni zarezerwowałam miejsce nad morzem, żeby w ostatniej chwili się nie rozmyślić. Niedawno weszłam w tę rezerwację z nadzieją, że może mogę ją jeszcze odwołać, a ona była bezzwrotna. Pomyślałam, że to za wcześnie, żeby jechać i spojrzeć Bałtykowi w oczy z radością. Ale Bałtyk przyjmuje wszystko i jeśli popatrzę w niego ze smutkiem, to on wróci do mnie ze spokojem. I tak sobie przez chwilę po prostu pobędziemy.

Wykupuję nadal szczęście na receptę, w tabletkach i w coraz większych dawkach. Po czwartej zmianie i kilku miesiącach czuję, że w końcu pomagają mi przetrwać dzień i dają trochę więcej siły. Noce są gorsze, sny mniej pewne, choć skrupulatnie łykam te małe krążki na pomoc, która działa wybiórczo

Mam wrażenie, że w jakiejś części albo formie się wyczerpałam. W jakiejś części albo formie jestem nieobecna, obojętna, niepasująca. Czuję to niepokojem w sobie, napięciem w ciele, niechęcią we wstawaniu nawet prawą nogą. I wiem, że trwa to już zbyt długo, a ja do tej pory bałam się zmiany i tego, że jestem niewystarczająca. Nadal się boję. 

A za dwa tygodnie przecież będzie  już wiosna.
Za dwa tygodnie będzie cieplej, jaśniej i będzie świeże powietrze.
Za dwa tygodnie słońce będzie wstawać inaczej, niebo będzie bardziej błękitne, a ziemia zmięknie.
Za dwa tygodnie będzie widać ostatnie ślady zimy i smugi na oknach, pozostały kurz na parapetach i będzie można przykręcić kaloryfery.
Za dwa tygodnie wszyscy powinni być o trochę szczęśliwsi.

Chciałabym do tych “wszystkich” należeć.