Samotność między Gdynią a Koszalinem

Samotność między Gdynią a Koszalinem
Starsza pani w kapeluszu

„Widok mnie ratuje. Muzykę sobie puszczę, chodzę po tej kuchni, bez przepisu wszystko robię, nawet ciasto. Śpiewam sobie, to, tamto, ale samotność jest ciężka.”

„Do ludzi trzeba, potańczyć. Wie pan, ile u nas kawa kosztuje? Trzy złote, z ciasteczkiem, z mleczkiem.”

„No to nie jest Pan sam. Jest się do kogo przytulić, na spacerki pójść.”

„Bo widzi pan, potem takie zakończenie, jak jedno pierwsze – u mnie mąż zmarł. To nie jest jak Romeo i Julia.”

Zrobiłam notatki z rozmowy podsłyszanej przypadkiem w pociągu, na fotelu przede mną, w drodze z Gdyni do Koszalina. Dwójka starszych, nieznajomych sobie ludzi, których łączyło losowo wybrane miejsce na biletach PKP InterCity – od okna i od korytarza. Ramię w ramię z żoną mężczyzny i jej siostrą bliźniaczką, które właśnie otworzyły paczkę chrupek Curly i odtąd powietrze pachniało chrupkami orzechowymi i samotnością.

Starsi ludzie mają w sobie śmiałość do rozmów i nie mają kolorowych ekranów, do których przykuwają wzrok na zawsze. Od ładnej pogody przechodzą do tematów bardziej osobistych i dzielą się doświadczeniem. Nie chowają w sobie niczego, szukają i znajdują zrozumienie, a między słowami jeszcze pożartują. Mam wrażenie, że prawie nikt tak już nie rozmawia – tak swobodnie, po prostu i tym bardziej w pociągu, od kiedy internet stał się nielimitowany, a słuchawki bezprzewodowe.

Szczerze lubię tak posłuchać o tym życiu. Czasem boję się nawet, że obecnie ludzie już się nie poznają offline i że wszystko dzieje się za ekranem telefonu. Jakby bez tego nie istnieli naprawdę. Bo kiedyś wystarczyło zwykłe „Dokąd Pani jedzie?”, żeby okazało się, że w tym samym kierunku i rozmowa toczyła się jak ten pociąg po torach do stacji końcowej. 

Sama nie przepadam za byciem w ciągłym podłączeniu do sieci, choć wszystkim wydaje się to tak oczywiste. Wszystko, co ważne piszą tylko tam, oczekują odpowiedzi natychmiast i nikt już nie pamięta, że istnieją SMSy. A może ich już się nie wysyła, jak nie wysyła się już pocztówek z wakacji. Nie lubię nowoczesnych aplikacji, może nawet za nimi nie nadążam i pewnie jestem kilka lat za tymi zaawansowanymi narzędziami. Ale w jakiś sposób są dla mnie przytłaczające, wymagające miejsca na telefonie, przestrzeni w sobie i ciągłej gotowości na powiadomienia. 

Nieraz nawet myślę, że jestem nieprzystosowana do tej obecnej teraźniejszości i dlatego płacę za to Samotnością. Tą samą, o której słyszałam w pociągu BRYZA do Koszalina, w wagonie bezprzedziałowym numer 11, na miejscu 94 od środka.