Ta jesień będzie pachniała jabłkami z cynamonem, kruszonką i ciepłem. Będzie w niej dużo kolorów póki liście nie spadną i szemrzący deszcz na balkonie. Przez okna będzie wpadało rześkie, wilgotne powietrze, a na parapecie postawię świeczki. Będą krótkie spacery w parku naprzeciwko i te dłuższe w parku niedaleko. Będę patrzyła na jesienną starówkę, a może raz na jakiś czas znajdę się między wieżowcami w samym centrum. Nie za dużo, bo lepiej czuję się w klimatycznych miejscach, które pokrył czas. Nie wiem, ale chyba od zawsze mam starą duszę i dlatego nie przepadam za nowoczesnością i meblami na wysoki połysk.
Zamieszkałam w Warszawie.
Nigdy nie myślałam o Warszawie jako o miejscu do mieszkania – zawsze mnie jakoś przerażała wielkością, szybkością i brakiem oddechu. Aż dostałam tu pracę. Jestem na Pradze, w tej części miasta, która ma w sobie więcej uroku i zieleni. Wynajęłam kawalerkę, która ma balkon, okna w łazience i piekarnik w kuchni i zawsze o tym marzyłam – o balkonie, oknach w łazience i piekarniku w kuchni. Przez lata wynajmowania kawalerek nigdy nie miałam tych trzech rzeczy, a teraz poczułam, że będzie mi tu dobrze.



Urządziłam się i w końcu mam poczucie, że jest tu jak w domu. Nie sądziłam, że ta przestrzeń aż tyle we mnie odmieni i że tak bardzo tego potrzebowałam – myśleć, że za każdym razem wracam do siebie. Choć to wynajem, to chcę, żeby tu było przytulnie. Chcę patrzeć na pierwszy śnieg przez okno i jak w parku naprzeciwko czerwienią się liście. Chcę przynosić duże dynie, kiedy zacznie się sezon i gotować zupę dyniową, póki się nie skończy. Chcę wyciągnąć książkę kucharską z wegańskimi przepisami i czasem zrobić coś nowego. Chcę czytać książki wieczorem przy ciepłym świetle i jeszcze rano, przy kawie, zanim dzień zacznie się na dobre. Naprawdę chce, żeby to była piękna jesień.
Wszystko jest dla mnie tu jeszcze takie pierwsze i nowe. Może jestem w jakiejś romantycznej fazie, a może właśnie zakochuję się w życiu na nowo. Pomyślałam sobie, że może nawet na to zasługuję i to naturalne – po dwóch latach przeplatanych depresją i życiowymi dołkami, z których trudno się wydostać. Chcę, żeby ten romantyczny stan trwał jak najdłużej i zamierzam go pielęgnować, jak tylko potrafię.



Czekam jeszcze na emaliowany czajnik. Być może jak publikuję ten tekst, to on czeka właśnie w paczkomacie. Poprzedni, stalowy zostawiłam w łódzkim mieszkaniu, a tu mam elektryczny i zbyt mało miejsca na blacie, żeby go trzymać. Wykorzystałam więc tę sposobność i okazję. Kiedyś jeszcze kupię emaliowane garnki.
To właśnie dziś – 1go września – rozpoczynam swój nowy rok warszawski, kiedy inni rozpoczynają nowy rok szkolny. To będzie też pierwszy dzień w nowej pracy i czuję ekscytację co najmniej tak samo jak wtedy, kiedy tuż przed szkołą i na koniec sierpnia wybierało się tornistry, zeszyty z ładnymi okładkami i kolorowe zakreślacze.
O wszystkim opowiem.
Mam nadzieję, że będziecie tu ze mną i że razem będziemy tworzyć dobrą jesień i życie w ogóle.

