Dbaj o siebie

Dbaj o siebie

Licz kroki. Licz kalorie. Jedz 5 posiłków. Nie jedz po 18. Jedz 3 razy dziennie. Nie podjadaj.
Rób cardio. Buduj mięśnie. Odpuść. Bez pracy nie ma efektów. Wcinaj jarmuż, organiczny najlepiej. Idź pobiegaj. Ćwicz jogę. Poczuj uziemienie.
Oddychaj. Rozwijaj się. Zwolnij. Żyj tu i teraz. Puść, co Ci nie służy. Zakończ relacje. Napraw relacje.
Dbaj o cerę. 10 etapów, jak Koreanki mimo, że jesteś Europejką. Dobierz pielęgnację włosów do porowatości. Kup specjalny grzebień do odżywki, który niewiele różni się od zwykłego. Stosuj cykliczną pielęgnację, bo porowatość to za mało.
Kup matujący podkład, żeby się nie świecić. A potem kosmetyki, żeby mieć glass skin. Rób peeling. Ale nie ten z drobinkami. Pamiętaj, że gąbeczka do mycia twarzy, która była hitem sprzedaży, teraz podrażnia policzki.
Nie jedz cukru. Pozwól sobie na coś słodkiego. Nie pij kawy. Pij matchę, na owsianym najlepiej i nawet, jeśli wolisz sojowe. Nie jedz owsianki. Przejdź na keto.
Bądź sobą. Nie zmieniaj się. Bądź najlepszą wersją siebie. Rób tylko to, co kochasz, rachunki przecież zapłacą się same. Szkoda życia. Załóż działalność. Pracuj na etacie, żeby było stabilnie.
Podróżuj. Oszczędzaj pieniądze. Wydawaj, bo życie jest tylko jedno i nie wiadomo, kiedy się skończy. Może jutro.
Zrzuć kilogramy. Szczególnie na lato. Zaakceptuj siebie.
Wysypiaj się. Wstawaj wcześnie. Słuchaj intuicji. I sygnałów z ciała.

DBAJ O SIEBIE.

Jak…?

Zezłościł mnie jakoś w środku ten nadmiar komunikatów. Nikt nie uczy wcześniej, w szkole na przykład, co to znaczy słuchać siebie i ciała, a potem wszyscy słuchają innych, bo nie wiedzą. Ja też nie wiem. 

Czy dbanie o siebie to poleżeć, czy wyjść biegać?
Czy zjeść popcorn, czy miskę szpinaku?
Czy nakładać maseczkę na twarz, czy hummus na kanapkę?
Czy uczuć się nowych rzeczy, czy to już nadmiar wiedzy?
Czy być tu i teraz, czy jednak trochę martwić się o przyszłość?
Czy afirmacja sprawi, że jak na głos zażyczę sobie Miłości i poziomek w ogródku, to to przyjdzie samo? 
Czy załamanie psychiczne i pomoc, to bycie słabym, czy normalna część życia i nie ma się czym przejmować?

Każdy mówi inaczej. Każdy czuje inaczej.
Wszyscy na ślepo ufali diecie kapuścianej, poradom w Bravo i kolorowym magazynom. Bo tam zawsze były obietnice lepszej sylwetki, samopoczucia i w ogóle życia. A potem okazało się, że idź pobiegaj załatwia wszystko. Leczy umysł, ciało i daje endorfiny w gratisie. Chwilę później pojawiły się głosy, że nie można robić za dużo cardio i że jednak na recepcie powinna znaleźć się joga. Uspokaja myśli, rozciąga ciało, a mata kolorem pasuje idealnie do zielonych legginsów i matchy w kubku.

Myślę sobie, że wszyscy jesteśmy pogubieni w tych poradach, których jest za dużo. Że nikt tylu nie udźwignie na raz, ale wszystkie zasypują własne myśli i odczucia. Że między nimi nawet nie ma czasu i przestrzeni na zastanowienie się i przekonanie, co naprawdę mi służy, a co lepiej odłożyć na półkę, jak męczącą książkę, której nie można dokończyć. Za mało jest (według mnie) spróbuj i sprawdź, a za dużo tych powinności, które zmieniają się szybciej niż kartki w kalendarzu.

Zapomniałam jeszcze, że bez wstawania o piątej rano nie ma sukcesu. Ja akurat wstaję, ale nie odniosłam żadnego. Wstawałam tak, zanim się o tym dowiedziałam. Po prostu lubię mieć poranek dla siebie, jeszcze cichy, trochę zaspany i pachnący kawą. To wszystko.

Trudno jest się wydostać z tego labiryntu. Bo można kupić sobie kolejny masażer, komplet ubrań do fitnessu i dietę pudełkową, a nadal nie wiedzieć, jak o siebie zadbać naprawdę.