No myślałam, że przecież będę elegancką damą w ołówkowej spódnicy, białej koszuli i szpilkach. Naoglądałam się serialu „2XL”, gdzie Edyta Jungowska jeździła do biura dużym, eleganckim autem, w równie eleganckim ubraniu, z elegancką torbą przewieszoną przez łokieć. Widziałam kobiety w biurze i w filmie „Tylko mnie kochaj” i bardzo podobał mi się stukot obcasów po posadzce i klimat wielkiego biurowca, w którym na pewno robi się te wszystkie poważne rzeczy w dorosłości.



Na studiach kupiłam zatem pierwsze botki na obcasie, żeby stukać nimi po korytarzach w budynku Włókiennictwa Politechniki Łódzkiej. Pamiętam, były bordowe, nie na szpilce, ale coś pomiędzy nią a słupkiem i były bardzo modne. Za samodzielnie zarobione pieniądze w Go Sporcie. Poczułam się jak dorosła.
Poczułam również, jak wykrzywiają mi się kostki na nierównych chodnikach i jak ślizgam się na mokrych posadzkach. Straciłam niejeden tramwaj, bo nie mogłam w nich podbiec do drzwi, a jak już wsiadłam, to przez całą drogę usilnie starałam się trzymać równowagę. Tyle było z noszenia obcasów. Może dlatego Edyta Jungowska jeździła autem, żeby jak najmniej się na tych obcasach przemieszczać.



A potem kupiłam torbę, taką bardzo elegancką, która miała wyrażać moje eleganckie wyobrażenia o życiu w przyszłości. Była lakierowana, sztywna, z rączkami, długim paskiem na ramię i złotym logo ORSAY. No piękna i nigdy w życiu nie miałam nic bardziej eleganckiego. Nigdy w życiu nie miałam też nic bardziej denerwującego, bo okazało się, że pasek na ramię cały czas się odpina od ciężaru uczelnianych książek i zeszytów. No i nie mogę jej wygodnie ułożyć na kolanach w tramwaju, bo jest taka sztywna i musi stać. W trybie natychmiastowym wylądowała w szafie.
W dorosłym życiu trafiłam do tego wielkiego biurowca jak w filmie „Nigdy w życiu”. Odbijałam się na bramkach plakietką, nosiłam koszule. A potem zezłościło mnie to, że wiskoza tak bardzo się gniecie, tusz na rzęsach rozpływa się od wiatru i w ogóle to, że oddzielne ubrania są do pracy, oddzielne poza pracą i jest ich po prostu za dużo. Sprzedałam je na Vinted i przestałam być elegancka.



Okazało się, że z moich niedorosłych jeszcze wyobrażeń nic nie wyszło. Że wolę swobodne ubrania, obszerne sztruksowe koszule, koszulki jak po starszym bracie, getry i adidasy. Że w szafie mam jedne buty na niskim obcasie wiele lat, gdyby trafiło się kiedyś jakieś wesele. Że podkład, którego używałam codziennie zostaje w zmarszczkach, ciasteczkuje się na kremie i ściera nierównomiernie. Zamiast się o niego martwić, czy odpowiednio kryje czerwone policzki, rozświetla skórę i utrzymuje się na miejscu – przestałam się malować.
Często czułam się jednak niepasująca do tych wszystkich pięknych, zadbanych dziewczyn wypełniających biurowiec. One były jak z tych filmów i seriali – dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, że też nimi będę. Ale nie jestem.
Jestem zwykłym człowiekiem.


