Ile metrów to już Dom?

Ile metrów to już Dom?

Jedni dom liczą w metrach, inni w ludziach, a jeszcze inni w zapachu kawy, który przeszedł wszystkie dywany i luźno powieszone płaszcze w przedpokoju. Jedni liczą w czasie spędzonym wspólnie, inni w pojedynkę, a jeszcze inni w ilości ugotowanej zupy dyniowej jesienią. Jedni liczą w powrotach, inni w tęsknocie, a jeszcze inni w metrażu podłóg, które trzeba umyć raz na jakiś czas.

Może wcale nie o metry tu chodzi. Bo dom może być duży ale też pusty. Albo może być mały i pełen uczuć, aż wychodzą kominem i przez nieszczelne okna. Może być surowy jak kamień, beżowy jak na Instagramie albo przytulny – jak u Babci. Może być nowoczesny, pełen elektroniki i sprzętów, które zajmują połowę miejsca w dużej kuchni. Może być też zwykły, z ręczną maszynką do mielenia w kredensie, którą mieli się ser na sernik i mak na makowiec, przynajmniej na święta.

Chyba każdy, kogo zapytać miałby inną definicję domu. Bo dla jednych ważna byłaby przestrzeń do gry w berka, a dla innych niezbyt duża, żeby było mniej do sprzątania. Jedni woleliby mieszkanie w wieżowcu z panoramą na świat, a inni parterowy domek z widokiem na jabłonkę. Dla kogoś sercem domu byłaby kuchnia, a dla kogoś innego jednak łóżko w sypialni, żeby każdej nocy spać dobrze jak suseł. Ktoś wolałby ciszę, spokój i odgłosy deszczu za oknem, a ktoś inny system nagłaśniający w każdym pomieszczeniu – że jak włączy muzykę, to będzie już wszędzie.

I obojętnie, co dla kogo byłoby prawdziwe to myślę, że jedna cecha jest wspólna. Że dom to miejsce, do którego chce się wracać i w którym czuje się po prostu dobrze i bezpiecznie. Niezależnie od tego, czy jest tylko tymczasowy i wynajęty, czy na kredyt, a może kupiony za pieniądze ze spadku lub te, ze skarpety schowanej głęboko w szufladzie. Ważne, żeby poczuć gdzieś w sobie, że jest się u siebie.