Dobrze mieć kogoś do pary

Dobrze mieć kogoś do pary

Myślę, że dobrze jest mieć kogoś bliskiego do pary. Kogoś, kto wysłucha, jak trzeba, pomoże coś udźwignąć i powie, że sobie poradzimy. Kogoś, kto przyjmie emocje, jeśli w nas się nie mieszczą i można się na nim oprzeć, kiedy świat się zatrzęsie. Kogoś, przy kim można pomilczeć i nie martwić się, że nie ma o czym porozmawiać. Kogoś, kogo można wesprzeć z wzajemnością. Kogoś, przy kim można się rozpuścić pod wpływem jego ciepła. Kogoś, komu można powiedzieć „ja Ciebie też”.

Myślę, że wtedy jest trochę łatwiej i nie tak samotnie. Że problemy można rozwiązywać we dwójkę – jak krzyżówki bez podpowiedzi. Że nie wraca się do pustki. Że w ciągu dnia jest do kogo wysłać wiadomość, że się tęskni. Że można się dzielić wszystkim, przeglądać w oczach i szczerze rozmawiać. Można sobie pomagać, odkurzanie dzielić na pół i sprawdzać, kto ma cieplejsze dłonie.

Może wtedy też przybywa obowiązków, dochodzi logistyka wigilijna i sprzeczki nie wiadomo o co. Może czasem słychać trzaśnięcie drzwiami i wcale nie tymi od piekarnika. Może czasem jest bardziej szaro niż kolorowo. Ale potem można się przynajmniej pogodzić – na mały palec, słowo harcerza, honoru i swoje własne.

Myślę, że w ogólnym rozrachunku i bilansie ludzie potrzebują siebie nawzajem. Że w pewnym momencie samotność kruszy od środka za bardzo. Że czasem trzeba napełnić się jakąś Miłością – od rodziny, przyjaciół, kogoś do pary. A potem sobie pobyć, póki wystarczy energii. Bo ekstrawertycy napełniają się bardzo często i bardzo często tego potrzebują. Introwertycy mniej, za to jeśli już, to do pełna – żeby starczyło na długo.

Ale nie wiem czy wszystko wyżej, to prawda. Być może kiedyś sprawdzę, czy miałam rację i napiszę raz jeszcze.