Ile razy można wracać do punktu wyjścia? Do tego samego, z którego wchodziło się do wielkiego labiryntu zwanego życiem. Ja bym wolała, żeby te ścieżki miały drogowskazy, były usłane szarlotką i kawą i żeby jeszcze miękko stąpało się po ziemi. Ale ziemia jest twarda i można o nią nawet rozbić sobie kolano. Drogowskazów nie ma, jest Google Maps, które trasy wcale nie pokazuje i intuicja, która kieruje się sercem, słowem honoru i czasem szepcze do ucha, co dalej.



Zatem teraz znów jestem w miejscu, w którym niedawno byłam, choć nie na samym początku. Po dwóch tygodniach grudnia myślałam, że na kolejnej wizycie u lekarza powiem, że jestem już wyrównana 50/50, nie 40/60, że śpię dobrze, że już niczego się nie boję. Ale nie powiem.
Bo nadal boję się przyszłości i z tego strachu nie mogę spać. Czasem całe noce, a czasem w częściach. Mam w sobie trochę więcej obojętności, mniej siły i wciąż zastanawiam się, co jest we mnie nie tak, że nie umiem w to życie wejść – tak naprawdę.



Oglądam azjatycki serial – polubiłam je, odkąd w zeszłym roku obejrzałam pierwszy. Ten nazywa się „Pamiętnik mojego wyzwolenia”. Dziewczyna, która gra główną rolę jest nijaka – ani ładna, ani brzydka. I życie też ma nijakie – ani złe, ani dobre. Wszystko jest powtarzalne, co dzień tak samo, jak w maszynie. To wszystko przypomina mi mnie – bo też jestem bardzo przeciętna i też utknęłam.
Zapisałam sobie w pamiętniku jej wypowiedź:
Nie wiem gdzie utknęłam, ale chcę się uwolnić. Chciałabym być naprawdę szczęśliwa i móc powiedzieć: „Tak, to jest życie. O to w życiu chodzi”. Chcę tak mówić.
Ja też chcę.
Dawkuję sobie te odcinki i wsłuchuję we wszystko z nadzieją, że znajdę tam rozwiązanie. Albo chociaż coś, co popchnie mnie do przodu. To kolejna rzecz, za którą lubię te seriale – bo tam jest sporo prawdy, bez lukru, bez „żyli długo i szczęśliwie” na końcu. Przemyślenia są tak trafne (dla mnie), że nawet napisy, które muszę czytać mi nie przeszkadzają, choć do tej pory wybierałam tylko filmy z lektorem.
Nie wiem. Bardzo często mam wrażenie, że nie mam już czasu. Że on płynie szalenie szybko, zanim zdąży się nawet mrugnąć. Gdzieś mi to szczęście wypadło z kieszeni i jeszcze go nie znalazłam. Ale szukam. Chcę być szczęśliwa.


