Czy święta pachną pierniczkami?

Czy święta pachną pierniczkami?

Tak to sobie wyobrażam, po obejrzeniu wielu świątecznych filmów, że święta pachną właśnie pierniczkami. Nigdy nie piekłam pierniczków, ale bardzo bym chciała. Gdybym miała piekarnik, to piekłabym je jak szalona – na choinkę, na prezent, do dużego słoika. I wtedy na pewno pachniałoby pierniczkami.

Ale święta mają więcej zapachów.

Mandarynek i pomarańczy – i nie wiem, których bardziej.
Jeszcze ciepłego sernika, którego mama nie każe kroić.
Makowca z dużą porcją maku, którego mama nie każe podjadać.
Przypraw korzennych – do ciasteczek i kompotu.
Gotowanej kapusty i ciasta na pierogi.
Czystych okien i płynu do podłóg.
Żywej choinki i gałązek, z których opadają igły i trzeba je wciągać odkurzaczem.
Suszonych owoców.
Sałatki jarzynowej z pokaźną porcją majonezu.
Mikołaja z czekolady.

Gdyby z tego wszystkiego zrobić świecę zapachową albo odświeżacz powietrza, to nie wiem, co by wyszło. Ale można byłoby na etykiecie napisać, że to „Święta” i byłaby to prawda.

Może każdy ma swoją ulubioną definicję świątecznego zapachu i jeszcze skojarzeń, które chce zapamiętać. Ja pamiętam, jak podjadałam orzechy włoskie, które rozbijał tata, a mama mówiła, że nie wystarczy do ciasta. Taty już nie ma, a mama nie dodaje tylu orzechów do sernika. Jest inaczej.

Jeśli kiedyś będę miała własne święta albo chociaż piekarnik, to będą całe w pierniczkach. Obiecuję. Przede wszystkim sobie.