
Pewnego lata, kiedy dużo czasu spędziłam w pociągach zrozumiałam, że pomiędzy kontrolą biletu a kolejną stacją, dzieje się tam dużo więcej.
Ludzie szeleszczą papierowymi torbami KFC i piją kawę w żółtych kubkach z logo McCafe. W powietrzu czuć perfumy o zapachu marmolady wieloowocowej i świeżo otwarte chrupki orzechowe. Ekrany telefonów wyświetlają filmy, a ekrany pociągów rozkład jazdy łącznie z trzema minutami opóźnienia.
W służbowym wagonie konduktor pije herbatę w metalowym kubku, na fotelach rozłożone są kartki z rezerwacjami i odpoczywają kuferkowe torby z urządzeniem do drukowania biletów.
Pomiędzy fotelami widać zielonego żółwia, deszcz zostawia krople na oknach i słychać rozmowy starszych ludzi o Miłości. Każde koleje wojewódzkie mają swoje wystroje wagonów, pociągi InterCity mają mroźną klimatyzację i każdy z nich mieści różną ilość rowerów. Kapitan zaprasza do wagonu restauracyjnego i bynajmniej nie na randkę.
Na jednych stacjach czekają ludzie, na innych nie czeka nikt, a niektóre pochłonął czas i stały się już nieczynne.
I choć pociągi InterCity mają numerowane miejsca, to Regio za to mają dużo większe okna, przez które można obserwować wszystko, co na co dzień jest niewidoczne.

































