
Lubię miłe miejsca.
Lubię szczegóły wystylizowane przez życie, ślady po kawie na filiżance i widoczną, czyjąś obecność.
Lubię patrzeć na przypadkowe połączenia, zupełnie inne niż w katalogu IKEA i wnętrza złożone z Miłości i czasu.
Lubię kameralne przestrzenie wykończone ciepłem i szczerością, choćby miały nierówne sufity i pękniętą farbę w kącie.
Patrzę na to wszystko z ciekawością, zatrzymuję się przy drobiazgach, bez których nie byłoby całego, dobrego wrażenia albo wyjątkowego klimatu, którego nie czuć nigdzie indziej.
Widzę, jak niektóre z nich pokryte są tęsknotą, inne zupełną swobodą, a kolejne przeszłością.
Pachną szarlotką, przestrzenią, słońcem i kawą. Cynamonem na jesień, ciepłem na zimę i pierniczkami na święta.
Lubię, jak nie stanowią barier i obaw, że na świeżo położony obrus spadną okruszki.














































