Góry

Osada

W górach ludzie też koszą trawę i robią pranie. Codziennie patrzą, czy Rycerz wciąż leży na szczycie i czy aby przypadkiem nie przewrócił się na bok. Słuchają strumyków, miękkich owieczek i wodospadów. Przyjmują turystów, robią oscypki i jedzą oscypki.

Nie pamiętam gór z dzieciństwa, choć rodzice nas czasem tam zabierali. Pamiętam tylko pensjonat, słodkie bułki z serem rano, boazerię w pokoju i gospodynię, która stała się ciocią po którymś przyjeździe.

W dorosłości góry wydały mi się ogromnie potężne, niepokojące i takie, jakby Matka Natura chciała powiedzieć, że nie można z nią tutaj zadzierać. Wzbudzają we mnie dużo szacunku, ostrożności i wzruszeń – przez kształty, umeblowanie, zielone dywany na łąkach i kwiatowe dodatki. Przez podniebną windę, oplatającą wszystko sieć wodną i miejsca, w które nie ingeruje nikt inny, poza Naturą.

Szlaki z oznaczeniem na drzewach, schody ze skał, korzeni i wodospady po drodze. Gęsta mgła, ciepłe słońce i zostająca gęsia skórka od pierwszych i kolejnych wrażeń.

Nie wiem, kim byli pierwsi śmiałkowie, którzy poznali góry jak własną kieszeń, oznaczyli wszystkie kierunki i wspinali się na sam czubek nosa Giewontu. Ale myślę, że byli bardzo odważni.


Pranie
Giewont
Niebo w górach