
Wszystkie odcienie od bieli po czerń – przez całą skalę szarości, kojarzą mi się z analogowymi wspomnieniami zapisanymi na kliszy.
Z analogowym życiem, kiedy panie nosiły kapelusze, a panowie wąsy.
Z ulotnością, jak zapomniane filmy w szufladzie, których nikt nigdy nie wywołał.
Z pożółkłym papierem od minionego czasu i odręcznie pisaną datą na odwrocie.
Z tym, co było naprawdę, nie szybko, nie głośno i nie tak krzykliwie.
Z tym, co już nie wróci i za czym nawet czasem się tęskni.





















































