
Każdy ma swoją codzienność.
Pachnącą praniem, szczypiorkiem albo kawą. Słoneczną, deszczową i każdego dnia trochę inną. Powolną, samotną, radosną, ciepłą. Niespieszną, spóźnioną, własną i najlepszą.
Czasem smakuje drożdżówką z budyniem, malinami w owsiance i ekspresową herbatą z Lidla w torebkach.
Czasem przynosi wróżby w ciasteczkach, nadzieję w czekaniu i telefon od nieznajomego.
Czasem zawiesi wzrok na czerwonym robocie kuchennym, kapeluszu na plaży i napisie w witrynie.
Czasem zatrzyma cieniem na ścianie, światłem na klatce i pomarańczowym kolorem zachodzącego słońca, którego na próżno szukać w próbniku Pantone.
Składna się z drobnych momentów, jak najdrobniejsze puzzle, do których nikt nie dał opakowania i nikt nie wie, jaki obrazek powstanie na koniec.


























































