
Poznałam go dopiero w dorosłym życiu, bo nigdy nie byłam na koloniach w Krynicy Morskiej ani w osadzie z parawanów na plaży we Władysławowie. Zawsze za to słyszałam, że jest tam tłoczno, na złość poda deszcz i nikt nie podgrzewa wody w Bałtyku.
A potem okazało się, że między zapachem słodkich gofrów i słonych frytek jest coś więcej. W powietrzu czuć beztroskę, krem do opalania i gotowaną kukurydzę. Włosy układane są na wiatr i wodę morską, a na policzkach zostają rumieńce w odcieniu wakacji, którego nie można dostać Sephorze, Rossmannie, czy innym Douglasie.
Skóra pachnie latem, morze kołysze emocje, słońce codziennie gra miłe spektakle na dzień dobry i dobranoc. Mewy plotkują, statki pływają i wszyscy zostawiają ślady stóp na piasku.



























































